|
wtorek, 02 września 2008
znaczenie terenu
Maleńki znów podskoczył. Bo, wbrew wszystkim krokom, które wykonał przez ten rok, wciąż czuje się moim mężem. A może lepiej byłoby to określić: panem?
Nie zdzierżyłam. Po dniu nerwów, kolejnych pomysłów i konsultacji, wygłosiłam monolog. Dając mu jasno do zrozumienia, gdzie jego miejsce. I nie dając czasu na odpowiedź. Bo w nosie mam te jego obietnice, mieszkanie, i spokojny rozwód. Dość już obchodzenia się z nim jak ze śmierdzącym jajem. Bo pękło. I śmierdzi. A ja od tego smrodu chcę się uwolnić. Za wszelką cenę.
Staję się więc samcem dominującym. Obsikałam swój teren. I poszłam spać. Jak dziecko. :) |
Ostatnie wpisy
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||