Minęło już pół roku od tych dni. Teraz jestem już zupełnie gdzie indziej. I kimś innym. Czasem, czytając owe pierwsze notki, miałam ochotę wyśmiać siebie. Za głupotę. Za zaślepienie. Za naiwność. Z perspektywy czasu widzę jednak, że każdy z tych kroków był potrzebny. Bo to one doprowadziły mnie tu, gdzie teraz jestem.
Kategorie: Wszystkie | Głową w mur | Oko cyklonu | dziś | rozwód
RSS
wtorek, 02 września 2008
znaczenie terenu

Maleńki znów podskoczył. 

Bo, wbrew wszystkim krokom, które wykonał przez ten rok, wciąż czuje się moim mężem.

A może lepiej byłoby to określić: panem?

 

Nie zdzierżyłam.

Po dniu nerwów, kolejnych pomysłów i konsultacji, wygłosiłam monolog.

Dając mu jasno do zrozumienia, gdzie jego miejsce.

I nie dając czasu na odpowiedź.

Bo w nosie mam te jego obietnice, mieszkanie, i spokojny rozwód.

Dość już obchodzenia się z nim jak ze śmierdzącym jajem.

Bo pękło. I śmierdzi.

A ja od tego smrodu chcę się uwolnić.

Za wszelką cenę.

 

Staję się więc samcem dominującym.

Obsikałam swój teren.

I poszłam spać.

Jak dziecko.

:)

22:31, harfitryta , rozwód
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Linki